Tłumaczenie z deepl, nie mam w tej chwili czasu na prawdziwe, a nie chciałbym, żeby uciekło.
Europa przeżywa kryzys autonomii cyfrowej. Nasza zależność od amerykańskich gigantów technologicznych rośnie od dziesięcioleci i obecnie jest niemal całkowita, w czasie, gdy obawy dotyczące naszego dawnego sojusznika nie są już tylko teoretyczne. Czy możemy, podobnie jak Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, znaleźć się w sytuacji, w której nie będziemy mieli dostępu do naszych własnych skrzynek pocztowych, jeśli powiemy coś, co nie spodoba się rządowi Stanów Zjednoczonych?
Ten post został napisany w odpowiedzi na artykuł opublikowany w Financial Times. Pomimo bardzo zachęcających słów na stronie internetowej FT, wzywających nas do nadsyłania artykułów, niniejszy tekst otrzymał jedynie automatyczną odpowiedź. Oto więc jego nieco zmieniona wersja:
Kierownictwo większości rządów i przedsiębiorstw w Europie nie ma zasadniczo wiedzy technicznej i podejmuje decyzje dotyczące polityki informatycznej w oparciu o opinie konsultantów oraz specjalistów zatrudnionych przez branżę i przez nią wspieranych. A oni twierdzą, że trzej wielcy amerykańscy dostawcy usług w chmurze (Amazon, Microsoft i Google) są jedynymi graczami na rynku.
Prowadzi to do dziwnych stwierdzeń, takich jak niedawna wypowiedź dyrektora Centrum Cyberbezpieczeństwa Belgii (CCB) w FT, że „obecnie niemożliwe jest przechowywanie danych w całości w Europie, ponieważ amerykańskie firmy dominują w infrastrukturze cyfrowej [...]. Jeśli chcę, aby moje informacje były w 100% w UE, to niech dalej marzę”.
Jednak wielu znakomitych pracowników CCB (których spotykam na konferencjach) byłoby w stanie to zrobić po jednej wizycie w lokalnym sklepie komputerowym. Ich dyrektor najwyraźniej o tym nie wie.
Nawiasem mówiąc, artykuł FT zawiera kilka trafnych uwag!
Jeśli przyjąć za aksjomat, że tylko trzej najwięksi amerykańscy dostawcy usług w chmurze mogą zajmować się przetwarzaniem danych, łatwo wywnioskować, że Europa nie odgrywa już żadnej roli.
Jednak założenie to nie jest prawdziwe – wiele dużych systemów informatycznych nie działa w rzeczywistości w oparciu o specjalne amerykańskie usługi w chmurze. Działają one na lokalnych komputerach, które można wynająć (lub nawet kupić) w dowolnym miejscu. Jeszcze pięć lat temu połączenie systemów podatkowych z zastrzeżonymi zagranicznymi usługami w chmurze budziło duże kontrowersje, więc nie zdecydowaliśmy się na to (wtedy).
Dyrektor CCB nie jest jedyną osobą, która nie zdaje sobie sprawy z tego, co jest (nie)możliwe. Niedawno rząd holenderski podjął decyzję o przeniesieniu wszystkich dokumentów i wiadomości e-mail z urzędu skarbowego do chmury Microsoftu, ponieważ nie widział innej alternatywy. Przyznał, że oznacza to, iż nasze operacje podatkowe staną się teraz podatne na sankcje, a Stany Zjednoczone przyznają sobie legalny dostęp do naszych danych. Od czasu lipcowego oświadczenia Microsoftu przed francuskim senatem wiemy, że amerykańskie agencje mają dostęp do europejskich danych przechowywanych na serwerach Microsoftu, nawet tych fizycznie znajdujących się w Europie.
Jeszcze do niedawna firmy i rządy były w stanie kontrolować swoje dane na lokalnych serwerach. Informatycy, którzy się tym zajmowali, nie zniknęli, oni i ich umiejętności nadal istnieją. Jednak najwyższe kierownictwo, nieposiadające wiedzy technicznej, dało się całkowicie przekonać, że nic innego niż chmury amerykańskie nie jest akceptowalne, a nawet możliwe.
[zdjęcie]
Spotkanie decydentów z rzadko spotykanymi nerdami
W obliczu tych nie do przyjęcia realiów decydenci często twierdzą, że rozważą zmianę tej sytuacji, gdy tylko europejski podmiot zapewni dokładnie taką samą funkcjonalność, jaką obecnie zapewniają Stany Zjednoczone. Może to potrwać długo, ponieważ nie jest łatwo odtworzyć amerykańskie doświadczenia bez klientów, którzy przyznają, że zaangażują się dopiero po osiągnięciu parytetu. I prawdopodobnie nawet wtedy nie będzie to możliwe – firmy uważają, że zmiana dostawcy usług w chmurze w Stanach Zjednoczonych jest prawie niemożliwa!
Zbyt głębokie zaangażowanie się w współpracę z konkretnymi dostawcami zawsze wiąże się z ryzykiem, zwłaszcza w przypadku nieporęcznych, dużych systemów. Na szczęście możliwe jest również oparcie usług na ogólnych zasobach obliczeniowych, pamięci masowej i sieciowych, które są szeroko dostępne w Europie. Eksperci ds. chmury mogą twierdzić, że jest to trudne, ale ja prowadzę popularny system monitorowania parlamentarnego w całości na jednym serwerze niebędącym serwerem chmury. Znajdują się na nim wszystkie dokumenty parlamentarne od 2008 r. Jeśli ja potrafię to zrobić, rządy również mogą się tego nauczyć.
To nie tylko uwolniłoby nas od hegemonii technologicznej Stanów Zjednoczonych. Korzystanie z technologii nieobjętych prawami własności zapewniłoby nam również niezależność od konkretnego dostawcy chmury, który stałby się obowiązkowym partnerem w zakresie obsługi kluczowych systemów przez kilka następnych dekad.
Aby osiągnąć postęp, potrzebne są dwie rzeczy. Przywódcy w przedsiębiorstwach i rządach muszą podnosić swoje kwalifikacje i zrozumieć realia cyfrowe, a nie tylko powtarzać mądrości.
Aby osiągnąć jakikolwiek postęp, potrzebne są dwie rzeczy. Przywódcy w przedsiębiorstwach i rządzie muszą podnosić swoje kwalifikacje i zrozumieć realia cyfrowe, a nie tylko powtarzać jak papugi mądrości branży konsultingowej, która sama wierzy wyłącznie w amerykańskie chmury. Po drugie, dzięki tej nowej wiedzy, duzi operatorzy IT powinni ponownie zaangażować się w ogólne możliwości IT, które istnieją w Europie i które jeszcze kilka lat temu były w stanie obsługiwać takie instytucje jak nasze urzędy skarbowe.
Jest to niezwykle ważne, ponieważ jeśli kierownictwo wyższego szczebla będzie nadal czekać, aż europejski przemysł odtworzy ofertę amerykańską, deklarując jednocześnie, że nic innego nie jest możliwe, Europa rzeczywiście pozostanie cyfrową kolonią Stanów Zjednoczonych. Dzieje się to w czasie, gdy konsekwencje zaakceptowania takiej całkowitej zależności mogą być tragiczne.